Bajki Dowgiały. Mózg dorosłym i Tańczący z kratkami

 (7)
Mam nadzieję, że pierwsze dwie bajki nie były dobre złego początki. Cztery komentarze, z nich trzy na temat. Redaktor zadowolony, inaczej by nie puścił na stronę. A pewna „jedna taka, baba z Wilni” nawet dała się „ztrollować”. Ona też paradoksalnie stwierdza, że moje bajki należy włożyć między bajki.
Bajki Dowgiały. Mózg dorosłym i Tańczący z kratkami
© Shutterstock nuotr.

Oczywiście. Bajki nie tylko należy trzymać na półce, tam jest ich historyczne miejsce, ale też, jak mówią transwestyci w Tajlandii, jest to „Highly recommended” (tzn. „wstęp do baru wolny, coca - cola - 25 dolarów za szklankę”). Przeczytaj, pomyśl i połóż. A co do prowincji, tu na 100 proc. racja. Nie Paryż, kochana, nie Paryż.

Kiedyś czytałem o rodzeństwie, które pewne zabawy słowne w dzieciństwie bardzo lubiło. Mianowicie, przeinaczanie słów i ich znaczeń odwracanie. Na przykład: „pociąg ekspresowy” - to „powolny autobus”; „wieczór żywej muzyki” – „ranek martwej poezji”; „prezydent zjadł śniadanie” – „lump wyrzygał kolację” itd. Ta refleksja jest związana nieco z moją pierwszą na dzisiaj bajką.
Druga zaś krótka refleksja jest o tym, kto, gdzie, kiedy i dlaczego tańczy i czy naprawdę to tego warte.

Bajka trzecia. O miłości, sierotach i półsierotach

Pewnego razu przez naszą krainę przeszedł słuch, że sieroty i półsieroty (głównie półsieroty) są zaczarowywane, karmione i ubierane we wszystko co nowe. I to jest bardzo chwalebne. Aczkolwiek później, fjuu, 600 km na Zachód wywożone. W miejsca, gdzie i pierniki są bardziej słodkie, i trawnik sąsiada mniej zielony niż twój, i niebo bardziej niebieskie, a chmury wyłącznie w kolorze białym, jeżeli już są.

Spokojnie. Nie wszystkie sieroty (tylko te bardziej mówiące po polsku), nie na zawsze (podobno, tylko do pełnoletniości) i nie bez prawa powrotu (o czym trochę niżej).

Ostatnio naliczyła nasza Służba Ochrony Praw Dziecka takich wypadków sześć. Później zmniejszyła ich liczbę do czterech. Ostatecznie, wydaje mi się, stanęło na pięciu. Nie w tym sęk. Sęk w tym, dlaczego zaczęła w ogóle liczyć. Otóż niektórzy z rodziców, po dłuższej lub krótszej przerwie, przypomnieli, że ich dzieci kiedyś (od czterech lat do roku) i gdzieś (prawdopodobnie na Pomorze naszych sąsiadów z Polski) wyjechały.
Trzeba kogoś pytać.

Pani Dyrektor szkoły podstawowej „Vilnios” wskazała kierunek i opowiedziała jak do tej wycieczki doszło. Prawdopodobnie sami rodzice zgody na opiekę podpisali i notarialnie zatwierdzili. No ale, jak często w naszej krainie bywa, pani Dyrektor „nipricziom”.

Dalej - ciekawiej. Fundacja „Serce - dzieciom” (www.sercedzieciom.org) podobno ma taki projekt, przepraszam że tak się wyrażę, pt. „Łatwa i przyjemna adopcja na Litwie”.

Nic podobnego. Z całym należytym dla tej organizacji szacunkiem. Jej aktywność to ponad 500 wychowanków naszych szkół i sierocińców na organizowanych koloniach, pomoc humanitarna i medyczna, stypendia naukowe. Jak zwykł w takich wypadkach powiadać Wiktor Stepanowicz Czernomyrdin: „Eto wam nie eto”.

Chociaż... Stop. „WSPIERANIE I UŁATWIANIE ADOPCJI DZIECI do polskich rodzin”.

Chyba to zwróciło uwagę naszej Służby Ochrony Praw Dziecka. Oraz rubryka „Nasze dzieci”, a zwłaszcza „Przypatrz się „naszym dzieciom". Może chciałbyś, aby jedno z nich było choć trochę Twoje?”. Mniej więcej, wydaje się, taki schemat, tzn. „choć trochę” i dopasowano. Mianowicie, formalnie to nie jest adopcja, a tylko zgoda rodziców na opiekę. Na okres do, maksymalnie, 18-ego roku życia. Przez cały czas w tej samej rodzinie, na tym samym Pomorzu.

I wszystko byłoby cacy, gdyby nie pani Edita Žiobienė, która w pewnym momencie zwątpiła po mickiewiczowsku: czy to jest miłość, czy to jest kochanie? Natomiast poszukiwaniem odpowiedzi zajęła się nasza prokuratura.

Z drugiej strony, fundacja „Serce – dzieciom” i jej, niestrudzona i warta wyrazów najgłębszego szacunku, pani Prezes Sylwia Karklinowska milczy. Tam na razie cisza.

A propos Pomorza. Ciągle mi, w tej bajce, spokoju nie daje pewna historia z pierwszych stron polskich gazet z września tego roku. Rodziców dwójki adoptowanych dzieci oskarżono o zamordowanie swoich podopiecznych. Najpierw synka, a później i córeczki.
Order Ecce Homo (z łac. oto człowiek), pani Prezes. Order Ecce Homo.

Bajka czwarta. O miłości, więzieniu i współczesnym show bussinesie

W pewnej stronie naszej krainy litewskiej, w Poniewieżu, był sobie zamek. Niezwykły. Zamykano tam księżniczki, jak to zwykle w bajkach, nie z własnej ich woli.

Zasady zamykania były ciut niezwykłe. Zamek się nazywa Poniewieski Zakład Naprawczy. Jedyny taki na Litwie, bo kobiecy. No i oczywiście, „księżniczki” nie z własnej woli, a z woli sądu i kodeksu karnego, przebywają tam przez okres krótszy lub dłuższy.
Z powodu swojej unikalności ów zakład w naszej krainie ma odcień egzotyczny i pobudza mieszkańców większą lub mniejszą, chorą lub nie, ciekawość.

Z powodu swojej unikalności „księżniczki” miały już i swój konkurs piękności w TV, i reality show chirurgii plastycznej, i konkurs chórów. Niezliczone wizyty dziennikarzy, polityków, muzyków itd. Wszystko publicznie i w imię sukcesu procesu resocjalizacji.

Nie wiem dlaczego, ale pewnego razu i sam dyrektor Zakładu, Edvardas Norvaišas, postanowił swoją skromną osobę zaprezentować w TV nie tylko w formie wywiadu. I wziął udział w show tanecznym na TV pt. „Tańcz ze mną”. Znudziło się człowiekowi zwykłe hodowanie pytona, tarantuli i kwiatów egzotycznych w swoim gabinecie.

Jak i powinno być według kanonów show businessu, ludzi znacznie bardziej interesowało jak tańczy dyrektor Zakładu Poprawczego dla kobiet, aniżeli Edvardas Norvaišas. Ciekawiło ich to równo przez jeden program, bo po drugim szanowny Edvardas zakończył swoją karierę taneczną na TV, zbierając najmniej głosów ze wszystkich uczestników.

Koniec kariery tanecznej dyrektora ma jednak i epilog. Wszelakimi pa, salsami i rumbami dyrektora zaciekawili się jego przełożeni z Ministerstwa Sprawiedliwości. Zwłaszcza, gdzie i o której odbywały się próby taneczne, a także dwuznaczny filmik, prezentujący pana Edvardasa z więzieniem w tle.

Więc siedzę sobie i marzę. Chcę więcej podobnych i tak błahych tematów w swoich bajkach. Więcej kolorów, mniej awantur dyrektorów zakładów naprawczych.

Wolno wszystko. Tylko czy jest to warte? Wolno wszystko. Tylko czy to jest korzystne?

Nie mogę się nie zgodzić panie Waldku, żyjemy zaiste w ciekawym kraju.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt