Bajki Dowgiały. Ja vs. AWPL

 (24)
Czasami, gdy stoję i patrzę na ludzi obok przechodzących, zauważam, że coraz więcej jest takich, co gadają do siebie. Na głos. Przed godziną na przykład, w ciągu jednej spalonego cigarillo, naliczyłem takich pięciu. Głównie kobiety w wieku podeszłym. Czyżby tendencja?
Bajki Dowgiały. Ja vs. AWPL
© TopFoto/Scanpix

Kiedy byłem dzieckiem, myślałem jak dziecko, mówiłem jak dziecko, widziałem jak dziecko. Teraz jestem mężem.

Czasami tego dziecinnego spojrzenia na świat strasznie mi brakuje. Czasami jest tego ponad miarę. I wtedy moja mądra i racjonalna małżonka mówi „dość”.

Po ostatnich wyborach gadaliśmy sobie o tym i o tamtym. Jak to zazwyczaj na kuchni bywa. Jej opinia o AWPL była jednoznaczna: „Ci Polacy to „szkury prodażnyje”. „Ale przecież Polacy wygrali, mając zaledwie 6 % Sejmu, mają aż 8 % ministerstw” — oponuję. „Efektywnośćć jest na bardzo dobrym poziomie.”

Chcąc poniekąd małżonce udowodnić, że do końca z tymi „szkurami” nie ma racji, wziąłem program wyborczy AWPL AD 2012. Poczytałem, pooglądałem ostatnie wiadomości i oto jaka bajka mi się ułożyła.

Bajka piąta. O miłości i „vardan Tos”.

Nie zrozumcie zbyt pochopnie. Tytuł nie mówi o tym, że osobiście jestem przeciwko AWPL w sensie sympatii albo antypatii. Zanim nie zahaczy to o Konstytucję, ma prawo istnieć. Tytuł dany trochę jak w boksie. „Rocky Balboa vs. Ivan Drago”.

Na początek moja ironiczna wersja wypadków, dlaczego AWPL zrezygnowała z propozycji objęcia Ministerstwa Kultury.
Otóż, w razie obsadzenia owego ministerstwa litewskimi Polakami, prawdopodobieństwo prawidłowej odpowiedzi na telefon z zapytaniem: „Alio? Eto pracziecznaja?” staje się niepomiernie większe aniżeli w przypadku socjaldemokratów albo Partii Pracy.

Mam nadzieję, że pierwszy i ostatni raz coś takiego robię. Tzn. czytam program wyborczy partii politycznej. Szesnaście stron tekstu, który można sprowadzić do konkretnych sześciu – ośmiu punktów. A tyle pięknej i nieprzeczytanej literatury dookoła!

Jednak teraz, gdy Litwinów straszą w mass mediach, że Polacy wprowadzą totalny zakaz aborcji, a energia elektryczna w Litwie będzie wytwarzana ze słońca, wiatru, wody, rzepaku, bławatków i oby tylko nie z atomu, przyjrzyjmy się dokładniej temu programowi.

Ogólne wrażenie z podanych w programie propozycji z 17 dziedzin — trochę nudne. Czasami bardziej, czasami mniej. Niektóre dziedziny opisane szerzej: zarządzanie, podatki, ochrona społeczna, rozwijanie duchowości.
Z nowości — osobiście dla mnie – turystyka religijna. Myśl pierwotna: stworzyć w Wilnie sanktuarium, które w ciągu roku przyciągnie „n” pielgrzymów, a tu my z naszymi hotelami, kawiarniami, taksówkami za 20 euro do centrum z lotniska i 30 euro z powrotem. Nie pomijając handlu detalicznego, jak obecnie przy Ostrej Bramie. Słowem „naletaj, nie skupiś, pokupaj żywopiś”.

Obawy Litwinów co do polityki energetycznej AWPL rzeczywiście mają podstawy. Takie wrażenie, że pomieszało się w programie „eko” z „bio”, słońce z wodą, wiatr z rzepakiem. I ani słowa, ile to nas wszystkich będzie kosztowało. Wszystkim wiadomo, że inwestycji na to potrzeba olbrzymich, dotacji rządowych również, a wszystko to składa się na końcową cenę energii elektrycznej bądź paliwa.

800 tys. odłogów ziemi litewskiej i potencjalne 30000 miejsc pracy —argumenty słabe jak barszcz przecedzony. Po pierwsze, na pewno nie AWPL będzie tę ziemię orała albo myślała jak, czym i za ile ją zaorać. Po drugie, 30000 nowych miejsc pracy na wsi to brzmi dobrze. Aczkolwiek już od 5-8 ostatnich lat w litewskich wsiach NIE MA komu pracować oprócz pojedynczych rolników i ich najbliższe rodziny. Istniejący rolnicy na nadwyżkę czasu, uprawiając swoje gospodarstwa, również się nie skarżą. I mając chęć na cytowanie Aliaksandra Grigoriewicza Ł., czytając ten program, przypomniałem inny jego cytat: „Ja hetot parliament pieretrachiwał, pieretrachiwaju i pieretrachiwać budu”.

Aborcja. Temat, oprócz ogólnej deklaracji na „nie”, nie został rozwinięty. Więc poczekajmy na pracę nowego Sejmu i projekt zmian w ustawie. Tylko mam głęboką nadzieję, że owe poprawki nie będą bodźcem do innego rodzaju turystyki. Turystyki „aborcyjnej” w kierunku Obwodu Kaliningradzkiego bądź Białorusi. Jak to stało się w Polsce.
Jakożem z wykształcenia ekonomista, nie mogę przejść obojętnie tematu płacy minimalnej. AWPL była dość oryginalna w tej kwestii i sądząc po podanej liczbie zachowała się fair wobec wyborców. Oczywiście ironizuję. „Minimalne wynagrodzenie powinno wynosić nie mniej niż 1200 litów i nie mniej niż 50 % średniego wykształcenia w państwie”. Znając fakt, że Partia Pracy obiecała o 300 litów więcej, a konserwatyści nie obiecali konkretnie nic, cyfra ta wygląda jak zadośćuczynienie oczekiwaniom obywateli.

Ekonomicznego sensu w niej nie ma żadnego. Bo płaca minimalna — to ustawowo należne minimum za pracę niewykwalifikowaną. Już nie wspomnę o Leszku Balcerowiczu i jego zdaniu, iż każdy polityk, mówiący o zwiększeniu płacy minimalnej jest przestępcą i powinien iść do więzienia.

Ze swojej strony logikę płacy minimalnej dla AWPL chciałbym wytłumaczyć tak: następne wybory sejmowe. Wydatki przedwyborcze AWPL, z różnych powodów, na jednego kandydata to np. 10000 litów. Wydatki przedwyborcze Partii Pracy, z różnych powodów, na jednego kandydata to np. 40000 litów. Aczkolwiek w życie wchodzi poprawka, że wydatki na jednego kandydata do Sejmu nie mogą być niższe aniżeli 25000 litów. Powody: zaufanie wyborców, weryfikacja osób nieprofesjonalnych, bladsze słońce za oknem, no i oczywiście większa siła polityczna Partii Pracy w Sejmie. I co wy na to, szanowni państwo wielbiciele minimalnych i maksymalnych cyfr?

Finalizując moje rozważania. Obecna koalicja AWPL (partii z deklaracjami narodowo-chrześcijańskimi, które są mi coraz bliższe) z socjaldemokratami (u których było, jest i będzie „wsio zakonno”), Partią Pracy (wynalazcą korupcji politycznej na Litwie) i „Porządkiem i Sprawiedliwością” (tak samo nowymi w wykonywaniu władzy najwyższej jak i AWPL) może poniekąd i pasuje do określenia „szkury prodażnyje“. Zwłaszcza, gdy się przeczyta deklarację AWPL o rozwijaniu duchowości na Litwie.

Zaś żony zawsze mają rację.

Ze swojej strony jestem niepomiernie za tym, ażeby Ministerstwo Energetyki, objęte przez AWPL, zrodziło jak najwięcej technokratów o narodowości polskiej.

Jestem oburącz za tym, ażeby Ministerstwo Energetyki, objęte przez AWPL, zrodziło jak najwięcej państwowców o narodowości polskiej.

Wniosek mój będzie taki: w Litwie będzie normalnie wtedy, gdy zwykły litewski Polak będzie stał, trzymając rękę na sercu, i szczerze śpiewał „vardan Tos...”. Według mojej prognozy, to już niedługo. Gdzieś AD 2040.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt