Bajki Dowgiały. Gdzie są nasze klany litewskich Polaków?

 (13)
„A kiedy z Polski wyjechałeś gdzieś, to nawet po latach my rozpoznamy się. Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina, starszy czy młodszy, chłopak czy dziewczyna”. Banalny, do łez rozpaczy i śmiechu, tekst popularnej niegdyś na Wileńszczyźnie piosenki w stylu disco-polo. Niech piosnka ta będzie tłem muzycznym dzisiejszej bajki. I każdy, bajkę czytając, niech w myślach sobie ją nuci.
© Shutterstock nuotr.

W ostatnich czasach były trzy znaczące dla mnie wydarzenia.
AWPL znów nie wystąpił z koalicji (ironizuję), arcybiskup Buenos Aires Jorge Mario Bergoglio został papieżem i mamy papieża Franciszka (Buona sera, Papa) i po raz trzeci odbyła się coroczna gala premii rodziny Gailiusów —„Gailių klano apdovanojimai“.

O ostatnim, aczkolwiek trochę bardziej globalnie, poniżej.

Bajka czternasta. O miłości i rodzinie.

W tym konkretnym wypadku, klanu rodziny Gailiusów, inicjatywa kulturalna – premia coroczna - zajęła niszę, której na Litwie nikt nie ruszał.
Po pierwsze, nie jest to impreza sterowana przez aparat państwowy, organizację społeczną bądź spółkę prywatną. Jak większość imprez publicznych w Litwie.

Po drugie, chęć premiowania wynikła u danej rodziny z refleksji o częstym zaniedbaniu lub braku uwagi dla pracy organicznej, pozytywnej i codziennej, której większość społeczeństwa po prostu nie zauważa. Głównie dlatego, że jest ona notoryczna. A to zazwyczaj daje efekt normalności, który w ogólnym obrazie życia codziennego zajmuje swoje miejsce i wzbudza większe emocje najczęściej w wypadku, kiedy ją (normalność) utracimy.

Po trzecie, osoba nominowana jest wyłącznie w sposób subiektywny przez osoby z klanu Gailiusów, posiadających wyższe wykształcenie. Zaś co do wartości materialnej samej premii, już na początku postanowiono, nie będzie to nigdy nagroda pieniężna. Jedynie medal i dyplom.

Tak więc głowa klanu Antanas Gailius (poeta i tłumacz, laureat państwowej premii z dziedziny kultury i sztuki) i cały klan już po raz trzeci nagrodzili tych „niezauważonych”. W tym wypadku bardziej pasuje wyrażenie – „fajnie być nagrodzonym za życia”. W pierwszym wydaniu był to Tomas Daugirdas (publicysta, pseudonim literacki, którego autor publicznie nie ujawnił się do dziś), w drugim – Gustavas (legendarny twórca audycji TV dla dzieci „Gustavo enciklopedija” – Audrius Rakauskas), w trzecim – Ingrida Šimonytė (ex-minister finansów; moim zdaniem, jedna z najlepszych współczesnych makroekonomistów Litwy, a także jedna z najbardziej zawodowych technokratów litewskich).

Nie ukrywam, iż gdy dostałem zaproszenie na tę imprezę po raz pierwszy, wydała mi się swego rodzaju wariantem próżności i pychy. Bez wgłębiania się w szczegóły. Aczkolwiek, krok po kroku, doszedłem do pozytywnych wniosków, o których było powyżej.

Oprócz jednego negatywu. To „ohydne” określenie – klan.

Każdy z nas, Szanowny Czytelniku, ostatnimi litewskimi czasy „klan” widzi i rozumie w szaro-czarnym zabarwieniu. Daleko odbiegającym od pojęć „ród” i „rodzina”.

Nie szukając długo w pamięci, mogę zacytować od ręki: „Klan państwowców”. Przez media zrodzona spiskowa teoria dziejów, iż państwem litewskim zarządza tajemniczy i niebezpieczny „klan”, którego podstawową więzią był fundament finansowo – stanowiskowy. „Klan państwowców” czyli mieszanka wysokiej rangi urzędników z przedstawicielami śmietanki biznesowej, społecznej i medialnej. Cel nadrzędny —uzurpacja organów państwowych i władzy poprzez członków klanu. Z późniejszym osiągnięciem wpływów absolutnych. Dużo hałasu, oświadczeń, zaprzeczeń i potwierdzeń. Wynik – żaden.

„Klan pedofilów” z kolei zrodził się na podstawie wątpliwej historii kryminalnej z Garlavy pod Kownem, o zabarwieniu pedofilskim. Klanem miała być znowuż „elita o niewyuzdanej fantazji seksualnej i mocach decyzyjnych największej siły rażenia”. Teoria zrodziła się z jednego epizodu domniemanej pedofilii (głównym publicznym „oskarżycielem” był, nieżyjący dziś, Drąsius Kedys), tragiczna w ofiarach. Ostatnio przygasła.

„Klan kedofilów” - o zabarwieniu bardziej szyderczym. Takim mianem nazwano wyznawców teorii klanu spiskowej Kedysa, których charakterystyczną cechą było dawanie wiary emocjom a nie faktom w domniemanej historii „klanu pedofilów”. Tok dalszy podobny do „klanu pedofilów”.

I tyle na ten temat w Litwie. Klan u nas jest czymś negatywnym, a nie apoteozą więzi rodzinnych, solidarności, bezinteresowności i bezwarunkowej pomocy członkom swego rodu  i nie tylko.
A szkoda. Mimo skutków ubocznych takich więzi, tzw. „szwagieryzmu” (kiedy efekt pomocy i opieki ma wyraźny, aczkolwiek doczesny i negatywny skutek społeczny), rodzina, w moim głębokim przekonaniu, jest podstawą podstaw. Słowo „klan”, w jego szkockim znaczeniu, brzmi u nas egzotycznie, ale moim zdaniem, jest panaceum na większość naszych obecnych litewskich bolączek.

Więc, w myślach, siedzę na górze Trzech Krzyży, patrząc na wcześnie wiosenne Wilno i lakonicznie pytam: „Gdzieście klany litewskich Polaków? Gdzie Okińczyce, Litwinowicze, Tomaszewscy, Kruczkowscy i Obłoczyńscy? Czekamy na was. Wasze premie, akcje charytatywne, filantropię na co dzień, pozytywny przykład dla reszty z 200 tysięcy.”

Na zakończenie krótka historia pewnego rolnika. Był on znany w swoich okolicach. Plony miał największe i notorycznie zwyciężał na jarmarkach jakością swoich nasion. Jedynym dziwactwem było to, że każdej jesieni część swoich najlepszych nasion rozdawał sąsiadom, którzy przecież byli jego konkurentami podczas jarmarków i sprzedając plon.

Zapytany o tak nietypowe zachowanie, odpowiedział: „Wszystkiemu jest winien wiatr. To on roznosi pyłek zboża z mojego pola na sąsiadów i odwrotnie. Jeżeli nasiona sąsiadów będą niższej jakości, na tym ucierpi i mój zasiew. A już jak każdy z nas dba o własne siewy, to już zupełnie inne pytanie”.

Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt