Ziemia aniołowa – „...żebyśmy może tak zmądrzeli” (3)

 (1)
Po raz kolejny trzeba tu przywołać wójta gminy Szaflary. W jego interpretacji - a Biały Dunajec zna, niczym własną kieszeń - sprawa mostu nabiera dodatkowych rumieńców.
Ziemia aniołowa 3
Ziemia aniołowa 3

5. Przeciw wszystkim, ale z tarczą

W dodatku wielce prawdopodobnych, choć intencji urzędnikom udowodnić się nie da. „Ja o Białym Dunajcu (...) jeszcze powiem to, co wiem! Dla mnie to jest w sposób brutalny zacieranie śladów pobytu w Białym Dunajcu wymordowanych przez Niemców Żydów. Przed wojną, jeszcze przed I wojną światową, już wcześniej, oni mieli sklepik, prowadzili gospodarstwo, żeniły się ich dzieci między sobą... Byli to ludzie o wielkiej religijności, to jest pierwsza sprawa, druga – chce się unicestwić w Białym Dunajcu miejsce, gdzie była fabryka tektury Kopelmannów, to jest rodzina żydowska. Przy moście, gdzie mamy stację obsługi teraz, za sklepem – tam były hale fabryczne.

Ujęcie, jaz wody do tej papierni, był w Poroninie, na granicy z Białym Dunajcem i był wytrasowany, nawet zrobiony z drewna dopływ wody do fabryki. Ja pamiętam, jako chłopiec, jeszcze czynną fabrykę! Ale to jest jeszcze nie wszystko... I to też boli, że uprzemysławiała ten Biały Dunajec, nie niszcząc krajobrazu kulturowego i dając miejsca pracy, rodzina żydowska Kopalmannów. Chodzi o wymazanie – bo jest moment nawrotu hołdu germańskiego – zasad, które nam tutaj wcielał Generalny Gubernator – Oświęcimiem, katownią Palace - doktor Hans Frank. To jest jeszcze zero...

Czego wam ci ludzie może nie powiedzieli, ale o tym trzeba powiedzieć – to jest zemsta na rodzinie Dzierżęgów. Ale tu trzeba wziąć pod uwagę, że Dzieżęga wżenił się w rodzinę Stachowców! Dziadek pana Dzierżęgi, ojciec jego matki, Marii, prowadził taki drobny sklepik przy gazdówce, bo z czegoś trzeba było żyć, a był światłym mieszkańcem Białego Dunajca - bo rodzina Stachowców dobrze się wpisała w historię Białego Dunajca – i on miał tam punkt kontaktowy, gdzie w czasie okupacji docierali oficerowie, przeważnie a jego bratanek – Władysław Stachowiec – który przed wojną (w 1928 r. jest erygowana parafia Biały Dunajec) w tej parafii był przewodniczącym Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej, był zaprzysiężonym kurierem tatrzańskim, przeprowadzającym przeważnie oficerów i ważnych polityków, uchodzących z Polski, na Węgry. Po prowokacyjnej akcji – kurier wrócił akurat z trasy, prowokator podał się za oficera, dziadek nie wyłowił, że to jest kanalia, a to był agent Gestapo, z zakopiańskiej placówki. Proszę przyjąć, że placówka Gestapo w Zakopanem z jej punktami w Nowym Targu, Szczawnicy, chyba w Makowie Podhalańskim i Chabówce, była najsprawniejszą placówką w Generalnej Guberni, którą trzymał w żelaznych łapach Bruno Weitzmann. Gdyby było inaczej, nie wizytowałby tej placówki i tego terenu, czując się bezpiecznie, sam Heinrich Himmler!

W zawiązku z powyższym, to jest zamach, o którym nie chce słyszeć pan wojewoda najprawdopodobniej, na ślady głębokiego patriotyzmu, gehenny okupacyjnej, chcą wymieść tych ludzi, żeby ich tam nie było! Nie ma człowieka, nie ma problemu – jak mawiał geniusz zła – Józef Wissarionowicz Stalin.”

I tak oto - jak to na reportażowym szlaku – niespodziewanie pojawia się w naszej opowieści rodzina Dzierżęgów. Na ich losach trzeba się będzie teraz skoncentrować.

Bernadeta i Tomasz Dzierżęgowie są właścicielami jednego z wielu pensjonatów w Białym Dunajcu. Mają pecha, bo najpierw zabrano im nieco ziemi pod tory kolejowe, gdy prostowano zakręt na trasie do Zakopanego, potem ktoś wymyślił, iż nowa stacja PKP powinna stanąć tam, gdzie wybudowali niewielki basen dla dzieci pensjonatowych gości (na szczęście basen jest, stacji wciąż nie ma). Teraz okazało się, iż ich rodzinne obejście, złożone z kilku budynków, w tym domu siostry, idealnie pasuje GDDKiA na teren „prostowania” zakrętu przy wjeździe na nowy most. W dodatku drogowcom wzrosły apetyty. Nie ma już mowy o trzymaniu się starego szlaku szosy (choć w dokumentach trudno doszukać się oficjalnych zmian), są dwa ślimaki prowadzące na most i z niego w dół i droga dojazdowa. Być może lewym brzegiem potoku pójdzie za jakiś czas obwodnica.

Oglądamy tzw. podkłady geodezyjne. Na nich nanoszone są potem wszelkie plany – tak gminy, jak GDDKiA. I znowu – do fachowości nam daleko, ale ktoś nas kiedyś plany wszelkie czytać nauczył. Nie trzeba orłów (jeden, przedni, właśnie lata na tle Tatr), by stwierdzić, iż autor (autorka?) tego stosu papierów popełnił błąd. Co dziwniejsze - błąd dotyczy wyłącznie działek Dzierżęgów. Błąd specyficzny, bo zachowując bryły budynków, geodeta ich północno-wschodnią część wbił w część południową. Tym samym na podkładach zaistniały dodatkowe „wolne” metry kwadratowe, wystarczające drogowcom do ich celów. Przy okazji mają ochotę wyciąć trochę zieleni. I przesunąć słupy z piorunochronami o kształcie miotełki na posiadłość pani Bernadety. Bardzo bezpieczne dla gości pensjonatu i jego domowników, prawda? Generalna Dyrekcja zna widać inne przepisy BHP, niźli obowiązujące ogólnie...

Dodatkową „radością” mają być: estakada na wysokości I piętra hoteliku, ekrany dźwiękochłonne i bardzo prawdopodobny... brak wody. Linia wodociągowa przechodzi bowiem na tę część wsi pod „47” - tuż przed obecnym mostem. Zostanie zabudowana dojazdówką i ślimakiem na nowy most. W razie awarii nikt nie wstrzyma ruchu na zakopiance, a jeśli już, to urzędniczy kontredans decyzyjny potrwa wystarczająco długo, by skutecznie odstraszyć gości pensjonatu.

Inna rzecz – czy projekty nanoszone na wadliwe wyrysy geodezyjne są prawnie cokolwiek warte? Na to pytanie powinni odpowiedzieć rzeczoznawcy i prokuratura. Najlepiej z jakichś Siedlec czy Torunia. Tam może inaczej czytają mapy...

Jako właściciel działki w pobliżu mostu, położonej przez wąziutką uliczkę, naprzeciw swej posesji, Tomasz Dzierżęga starał się o pozwolenie na budowę. Trochę to trwało, ale przechodząc wszystkie etapy urzędowej „drogi przez mękę” – otrzymał 20. lipca 2012 r. ostateczną decyzję starosty tatrzańskiego i mógł ruszać z budową. Działka należała do niego, wszystkie formalności wypełnił, mimo blokowania przez GDDKiA sprawy w Urzędzie Gminy w Białym Dunajcu. WSA w Warszawie nakazał jednak w 2010 r. drogowcom nie mieszanie się do sprawy pozwolenia na budowę dla górala. W związku z tym ich obecne tłumaczenia, iż nie znali warunków zabudowy (budynek mieszkalno-usługowy), są raczej niepoważne. Podhalanin rozpoczął budowę natychmiast, by zdążyć przed zimą przynajmniej z pierwszym piętrem. I nagle zrobiło się całkiem nie do śmiechu...

17. lipca bowiem, trzy dni przed decyzją starosty tatrzańskiego wobec budowy Tomasza Dzierżęgi, wojewoda małopolski Jerzy Miller, minister spraw wewnętrznych i administracji w pierwszym rządzie Donalda Tuska, zezwolił GDDKiA na rozpoczęcie budowy... mostu. Zamiast zastanawiać się, czy decyzja była merytorycznie poprawna i umotywowana – choćby dlatego, że opiewa na inną inwestycję, niźli ta, o której zatwierdzenie prosili drogowcy – media zaatakowały mieszkańca Białego Dunajca. Na etapie parteru praca górala została wstrzymana. 5. września zajął się nią nadzór budowlany.

Wójt Nowak: „Decyzja była wydana zgodnie z prawem i nawet taki potentat jak dyrekcja [GDDKiA – przyp. autorów], nie była w stanie temu przeszkodzić”. Co do tego niewielu już ma wątpliwości. Istotny jest fakt inny – rozdmuchiwanie przez prasę „nielegalności” jednej, tej właśnie budowy, wskazuje na zdalne sterowanie i próbę odwrócenia uwagi opinii publicznej od prawdziwego problemu, czyli paranoicznego mostu wrocławskich projektantów i wszystkich historii, które decyzję wojewody Millera poprzedziły.

Wójt Ślimak: „Rodzina Dzierżęgów legalnie uzyskała, nie przekrętem, jak się to próbuje wmówić, zezwolenie na swojej ziemi, w związku z powyższym nie może być tak, że nie mogą niewiedzą tłumaczyć się urzędnicy Starostwa Tatrzańskiego, bo i nie może niewiedzą tłumaczyć się Dyrekcja Generalna oddziału krakowskiego DKiA, to jest bzdura, dlatego, że ostateczne rozstrzygnięcie na rzecz tej decyzji starościańskiej odbyło się przed sądem w Warszawie i sąd uznał ich racje, że mają prawo wznosić tam obiekt!”.

Redaktor Rafał Gradkowski, Tygodnik Podhalański, Zakopane: „Zamiast mostu robi się afera budowlana, to wszystko rozmywa. (...). Dopiero się okaże, kto tam ma rację. Może się to skończyć sądem. Inwestor nie odpuści i będzie chciał odszkodowania za to, co sobie zaplanował. Jeżeli sądy się tym zajmą, to wiadomo, ile to będzie trwało. A jeszcze nie było przypadku na Podhalu, żeby wyburzono „samowolkę”. Wiadomo, „samowolek” jest trochę i nagromadziły się różne sprawy, choć sądownie przeprowadzono, że ma być rozbiórka. (...). Naprawdę, ciężko jest rozstrzygnąć, kto zawinił, bo starosta, który powinien tego dopilnować jako gospodarz, odbija piłeczkę do wojewody. To jest trochę tak, że na Podhalu każdy się z każdym zna. Czyli ten, który tutaj w Białym Dunajcu stawia dom, poszedł pewnie do urzędu, znał tego i owego i sobie sprawę załatwiał. A czy rzeczywiście te mapy nie były w porządku, jak twierdzi Dawidek, naczelnik Wydziału Budownictwa i Architektury w starostwie..? Sfałszowane nie były, bo inwestor dał autentyczne, tylko, że stare. Dla mnie jest zadziwiające, że urzędnik nie sprawdza, co podpisuje - coś nie gra, prawda? Czyli tutaj kamyczek bym wrzucił do ogródka starosty. Starosta może sam tego nie podpisuje, ale bierze odpowiedzialność, wydając zezwolenie na budowę. (...). Trzeba też trochę poczekać na to, co stwierdzi prokurator. O ile rzeczywiście jakieś pisma tam wpłynęły i tu zobaczymy. Tak, że zapraszam do lektury w przyszłym tygodniu, bo sprawę będziemy na pewno pilotować.” Według red. Gradkowskiego inwestor, ruszając z budową, mógł kierować się chęcią otrzymania wysokiego odszkodowania, ale dowodów na to nie ma i nie będzie nigdy. Tymczasem Tomasz Dzierżega publicznie oskarżony został o sfałszowanie dokumentacji, dzięki czemu miał wyłudzić zgodę starosty tatrzańskiego.

„Inwestor, starając się o pozwolenie na budowę, przedstawił fałszywą dokumentację, wprowadzając w błąd urzędników, dlatego decyzja o pozwoleniu na budowę została cofnięta, a inwestycja wstrzymana - powiedział w piątek PAP starosta tatrzański Andrzej Gąsienica Makowski. (...) Na nieaktualnych mapach złożonych w starostwie tatrzańskim nie był naniesiony przyszły most. Po spostrzeżeniu błędu przez urzędników starosta wstrzymał wcześniej wydaną decyzję na budowę domu. W tym czasie inwestor zdążył już rozpocząć budowę domu. Inspektor nadzoru budowlanego zakazał prowadzenia prac. Kierownik prowadzonej budowy zrezygnował z pracy, ale mimo to budowa domu trwa.” - czytamy na stronie krakowskiego dodatku „Gazety Wyborczej”.

Aby oskarżyć kogoś publicznie o sfałszowanie dokumentacji, trzeba mieć w ręku choćby jeden atut. Inaczej mamy do czynienia ze zniesławieniem, dokonanym w dodatku przez najwyższego urzędnika Starostwa Tatrzańskiego. Z wypowiedzi wynika również, iż budowa trwa nielegalnie ze względu na rezygnację jej kierownika. Czy staroście Gąsienicy Makowskiemu nie przyszło na myśl, iż nie wszyscy boją się tak bardzo, jak pierwszy nadzorca prac na budowie Tomasza Dzierżęgi? I że góral natychmiast znalazł jego następcę? Wystarczyło zadzwonić do Białego Dunajca i sprawdzić u źródła! Nic więcej. Widać telefony starostwa nie działają, bo zrobiłby tak każdy znający swoje obowiązki urzędnik. Mamy więc do czynienia z kolejnym przekłamaniem ze strony Andrzeja Gąsienicy Makowskiego, albo autora tekstu, choć trudno podejrzewać, że aż tak potrafił przeinaczyć słowa urzędnika.
Tragifarsą jest fakt, iż w taki sposób rozmawia z prasą osoba, która prawdopodobnie nie dopełniła swoich obowiązków w przedmiotowej sprawie.

Gdzie indziej podobna w tonie wypowiedź: „Starosta tatrzański Andrzej Gąsienica Makowski złoży zawiadomienie do prokuratury na rodzinę z Białego Dunajca, która buduje dom jednorodzinny w miejscu, gdzie ma stanąć nowy most na zakopiance. Twierdzi, że górale wprowadzili świadomie w błąd urzędników, by uzyskać pozwolenie na budowę.”

19. września zapukaliśmy do drzwi gabinetu Andrzeja Gąsienicy Makowskiego w Zakopanem. Usiłowaliśmy się z nim spotkać w ciągu tego dnia trzykrotnie – za każdym razem był nieuchwytny. My też szanujemy swój czas, Panie Starosto. I nie będziemy Pana więcej nawiedzać. A już na pewno nie wystosujemy do Pana żadnego pisma. Skąd ten pomysł? Jeszcze 28. września, po ukończeniu tego tekstu, próbowaliśmy się z Andrzejem Gąsienicą Makowskim skontaktować telefonicznie. Udało się, nawet dwukrotnie, obie mini-rozmowy są nagrane. Usiłowaliśmy się tylko dowiedzieć, czy i kiedy starosta złożył zawiadomienie do prokuratury, bo mieliśmy i mamy niejakie wątpliwości... Podczas drugiego „dyskursu” otrzymaliśmy propozycję nie do odrzucenia: Andrzej Gąsienica Makowski nam odpowie, jeśli... skierujemy doń zapytanie w formie pisemnej! Jakby nie mógł tego zrobić od razu, telefonicznie, skoro już podniósł słuchawkę...

Wątpliwości piszących te słowa biorą się stąd, iż 19. września odwiedziliśmy także zakopiańską prokuraturę. Tam sumiennie sprawdzono i poinformowano nas, iż żadne pismo od starosty tatrzańskiego nadal nie wpłynęło. Owszem, słyszano, iż powiadomił policję, ale na tym koniec. Była godzina 13:00. Dokładnie. I nie mamy żadnych podstaw, by nie wierzyć prokuratorom, gdyż nie są tej sprawie stroną. Którą jest niestety Andrzej Gąsiennica Makowski, bo ktoś to nieszczęsne zezwolenie na budowę podpisał w chwili, kiedy nie miał już do tego prawa. Wojewoda małopolski to człowiek niewątpliwie wyżej postawiony w hierarchii urzędniczej i jego postanowienie wykluczało późniejszą o trzy dni decyzję starosty. Bałagan w przepływie informacji jest również błędem w sztuce. Tym razem – zarządzania.
Jeśli Andrzej Gąsienica Makowski złożył zawiadomienie do prokuratury choćby minutę po naszej tam wizycie – zwracamy honor. Jeśli...

Tymczasem na stronie

„Gazety Wyborczej

pojawił się wielce interesujący nas i społeczność Podhala artykuł. Czytamy w nim m.in.: „Jarosław Waszkiewicz z resortu transportu napisał, że odcinek Nowy Targ-Zakopane nie znalazł się w Programie Budowy Dróg Krajowych na lata 2011-15. Jak zaznaczył, na tym fragmencie trasy, a zwłaszcza w rejonie Poronina, nie da się wykonać inwestycji bez ingerencji w teren, co jest powodem protestów lokalnej społeczności. (...). Ale samorządowców najbardziej zaskoczyła konkluzja pisma: „W tej sytuacji logiczne wydaje się pozbawienie odcinka drogi z Nowego Targu do Zakopanego statusu drogi krajowej i zmiana przebiegu drogi krajowej nr 47 od Nowego Targu po trasie obecnej drogi krajowej nr 49, do przejścia granicznego w Jurgowie”. Marszałek Małopolski Marek Sowa mówi, że dla dróg niższej kategorii niż krajowe nie ma żadnych subwencji z budżetu państwa. „Nie będziemy mieli pieniędzy na jakikolwiek remont” – przyznaje”.

Może nie trzeba już będzie, jak w sierpniu br., maszerować przez pasy tuż za mostem w Białym Dunajcu, chwilowo utrudniając ruch na zakopiance, co czynili górale w proteście przeciw inwestycji GDDKiA? Wsparci przez związkowców z Sierpnia 80, o czym wspominał wójt Nowak... Może zmieni się perspektywa widzenia wszystkich: drogowców, urzędników górali... Ks. proboszcz Jan Dolasiński z Białego Dunajca naszą długą rozmowę o problemach Podhala i swoich parafian zakończył tymi słowy: „Chciałbym tu być, no, nie wiem za ile – i żeby Państwo też tu byli... Może za 5 lat! Jak bardzo wówczas perspektywa byłaby inna od dzisiejszej! I może mielibyśmy do czynienia z jakimś nowym, dużym dobrem, które jest wynikiem drugiego, mniejszego dobra...”.

Jeśli zaczniemy wreszcie myśleć kategoriami dobra wspólnego – owszem, tak! Ale jeśli nadal ceną za tzw. postęp ma być czyjaś krzywda, to pewnie góral Tomasz Dzierżęga spotka się z góralem Andrzejem Gąsienicą Makowskim na sali rozpraw, a urzędnicy będą dłuuuugo zastanawiać się, jak budować most w miejscu, gdzie stoi rozpoczęty dom. Wszyscy skomplikują sobie życie a nie zyska nikt. Pewnym też jest, iż przy apetycie drogowców – na kilku wyburzonych w Białym Dunajcu obejściach się nie skończy.

Bo jak mawia wójt Ślimak: „To jest ziemia aniołowa, unikalna! I w związku z powyższym trzeba jej bronić. (...). Bo my już tacy jesteśmy, jako Polacy, że na modlitwie egzaltowani jesteśmy i rozczulamy się i popłaczemy – ale potem diabeł do nas schodzi, nie jeden ale po pięciu i jeden do drugiego zbójecką krew nam leje. Bo nie ma już wśród nas Ojca Świętego, żeby przyjechał i nas pobłogosławił, żebyśmy może tak zmądrzeli!”.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas

Polska

Sejm RP: Masowe mordy popełnionie w latach 40. przez ukraińskich nacjonalistów nie zostały nazwane zgodnie z prawdą historyczną ludobójstwem (126)

11 lipca będzie Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej – to jeden z zapisów okolicznościowej uchwały, którą podjął dziś Sejm.

Magdalena Antosiewicz: Hejt jest domeną Polaków. W Europie tak nie hejtują (8)

Blogerka nie czyta komentarzy na swój temat. Twierdzi, że osobowość człowieka i to, co sobą reprezentuje, można ocenić dopiero po jego poznaniu. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że hejt jest wszechobecny, choć jej zdaniem w Polsce przybiera znacznie większe rozmiary niż w innych krajach Europy.

Milion aut na prąd w 10 lat to nieunikniona przyszłość

Milion samochodów elektrycznych w 10 lat to nieunikniona przyszłość. Oczywiście w warunkach europejskich jest to dużo łatwiejsze do zrobienia. W warunkach naszych krajowych będzie nieco trudniejsze, gdyż nie mamy jeszcze pełnej infrastruktury, chociaż ona się bardzo szybko już rozwija – mówi newsrm.tv Patryk Mikiciuk, dziennikarz i pasjonat motoryzacji, Team TOTAL.

Za obniżenie wieku emerytalnego zapłaci młode pokolenie

Obniżka wieku emerytalnego zgodnie z popartym przez rząd prezydenckim projektem bez warunku wypracowania stażu pracy oznacza koszty rządu 10–15 mld zł rocznie. Eksperci alarmują, że w dodatku będą one narastać, bo obywatele żyją coraz dłużej, emerytów będzie więc przybywać szybciej niż osób pracujących. A to musi oznaczać wyższe opodatkowanie przyszłych pokoleń – uważa Jakub Borowski z Crédit Agricole.

W kilku Diecezjach Polski dyspensa od piątkowego postu

Wszystkim przebywającym na terenie archidiecezji warszawskiej Kard. Kazimierz Nycz udzielił dyspensy od piątkowego postu. Racją dyspensy są Dni w Diecezjach przed Światowymi Dniami Młodzieży.
Facebook pl.DELFI.lt