Roman Postojew: Rosja, mój kraj, jest mocarstwem i powinien mieć możliwości realizować swoją politykę

 (24)
Podczas ostatniej konferencji ekonomicznej jaka miała miejsce we wrześniu, w polskiej Krynicy, na kilku panelach dyskusyjnych przewijał się temat różnic w podejściu Polaków i Rosjan do historii, a także problemów dnia dzisiejszego. Celowali w tym z reguły prelegenci rosyjscy, którzy z lubością podkreślali, że „mamy wiele, sobie wzajemnie, do wyjaśnienia. Bo i polska strona nie jest bez winy w historii naszych stosunków”. O sprawach tych rozmawiam z Romanem Postojewem – profesorem politologii z uniwersytetu w zachodniosyberyjskim Kemerowie.
© Reuters/Scanpix

Krzysztof Szczepanik: Gdzie widzicie te ciężkie tematy pomiędzy Polską i Rosją.

Roman Postojew: Nie jestem specjalistą w historii. Nie wolno jednak zapominać o losie jeńców sowieckich podczas wojny 1920 roku. To kwestia bardzo często podnoszona w programach telewizyjnych czy wielkonakładowej prasie. Ona bardzo psuje atmosferę wzajemnych kontaktów.

Ale przecież historycy ten problem już dawno rozwiązali. Są w polskich archiwach ogólnodostępne dokumenty. W roku 2004 naukowcy polscy i rosyjscy przedstawili efekty swoich prac. Publikacja tego dotycząca opracowana została przez polską Dyrekcję Archiwów Państwowych i rosyjską Federalną Agencję ds. Archiwów Rosji, zarówno w języku polskim jak i rosyjskim pt. "Krasnoarmiejcy w polskom plenu w 1919–1922 g. Sbornik dokumentow i materiałow" .Moskwa 2004. Żadna teza tam zawarta nie potwierdza, rozgłaszanych informacji, o rzekomym terrorze stosowanym wobec jeńców rosyjskich. Liczne przypadku śmierci w polskich obozach jenieckich były następstwem epidemii tyfusu, głodu, dotykającego nie tylko jeńców, ale i Polaków w tamtym, ciężkim powojennym, czasie. Nigdy jednak nie stwierdzono, by jakikolwiek jeniec zginął od strzału w tył głowy.

Co by jednak nie mówić: nasi jeńcy jednak siedzieli w polskich obozach koncentracyjnych.

Mam wrażenie, że obozy koncentracyjne to były w czasach stalinowskich na Syberii bądź w Niemczech Hitlera. W Polsce początków lat dwudziestych były to normalne obozy jenieckie. Nota bene jeńcy w tych obozach siedzący, często, wcale nie mieli ochoty wracać do ojczyzny. Wielu z nich potem zostało w Polsce, część uciekających zaś z obozów przedostała się nielegalnie do Niemiec. 

Nie zawsze te argumenty do mnie trafiają!!

?????

Są też i inne sprawy niezbyt dobrze wpływające na polski image. Polska była choćby jednym z państw, które jako pierwsze w Europie proponowało siebie jako sojusznika Hitlera. Wojska polskie wzięły udział w rozbiorze Czechosłowacji w roku 1938. Ofiarą tej agresji padło 1% powierzchni państwa czechosłowackiego, która to część została włączona do Polski. 

Wszelkie badania historyczne dowodzą całkiem odwrotnej sytuacji. To Niemcy hitlerowskie zabiegały o Polskę jak o sojusznika. A Polacy poszli w innym kierunku, w kierunku sojuszu z Anglią, Francją, a potem z ZSRR i USA. Ponadto w roku 1939 armia radziecka, w porozumieniu i sojuszu z Hitlerem, zajęła ponad 50% ziem przedwojennej Rzeczypospolitej. Ponadto ta przywoływana tu agresja na Czechosłowację (choć również niejednoznaczna to kwestia) znalazła już swój finał w oficjalnych przeprosinach ze strony polskiej. Strona radziecka, ani rosyjska swoich przeprosin nie przedstawiała.

 To co prezentujecie to tylko wersja. Można się z nią zgadzać bądź nie. A faktem jest, że Polska do września 1939 występowała praktycznie jak sojusznik Hitlera. 

 To chyba jednak faktem nie było. Przecież w maju 1939 minister spraw zagranicznych Rzeczypospolitej, Józef Beck, przeciął jednoznacznie jakiekolwiek spekulacje odnośnie potencjalnego sojuszu polsko – niemieckiego. Dajmy jednak spokój historii. Obecnie jedną z różnic dzielących punkty widzenia Polski i Rosji są także odniesienia do aktualnej sytuacji międzynarodowej. Jaką (i czy?) widzicie różnicę pomiędzy sytuacją Abchazji oraz Czeczenii. Obydwa regiony chciały niezależności. W wypadku Abchazji, która oddziela się od Gruzji, Rosja popiera te dążenia. Zupełnie odwrotna jest sytuacja w przypadku Czeczenii, której zabrania się myśleć o secesji z Rosji. 

W przypadku Abchazji mamy do czynienia z realną chęcią uniezależnienia się od Gruzji, a w przypadku Czeczenii takiego dążenia jednoznacznie stwierdzić nie można. To bardziej problem z bandytyzmem, który rozlewał się po tym regionie Kaukazu. To także problem rozszerzania się wpływów islamu. Nie było tam żadnego referendum o chęci oddzielenia się od Rosji. Inna rzecz, iż w Abchazji też takich referendów, do roku 2008, nie było. 

Znaczy w Abchazji byli patrioci, ale za to w Czeczenii bandyci.

Gruzini chyba zbyt daleko poszli z chęcią gruzinizacji Abchazji. To miało miejsce jeszcze w czasach sowieckich. Przecież dopiero dekretem Stalina, Abchazja została włączona w skład Gruzji.

Czeczenia też dopiero w XIX wieku stałą się częścią składową państwa rosyjskiego. Wynika więc, że to co się działo w początku wieku dwudziestego – dołączenie Abchazji do Gruzji jest nieprawidłowe, ale to, że kilkadziesiąt lat wcześniej Czeczenia została włączona do państwa rosyjskiego, to już było słuszne. 

Dla mnie różnica jest tu fundamentalna. 

Moskwa dopomina się od Zachodniej Europy, by ta nie podchodziła do rosyjskich dostaw gazu jak do polityki. Ma to być, wedle jednoznacznych deklaracji rosyjskich, tylko kwestia biznesowa. Jak więc ocenić deklarację prezydenta Putina, że „gaz to nie biznes lecz geopolityka”. 

To zawsze była i będzie polityka. 

To dlaczego dziwicie się, że Europa, z obawy o rosyjski dyktat energetyczny, z coraz większą rezerwą, podchodzi do wiązania się z rosyjskimi dostawami surowców energetycznych i szuka projektów dywersyfikacyjnych. Czyż można uznać za normalną sytuację, że Litwa płaci najwięcej w Europie za dostawy „Gazpromu”. Przecież to kraj graniczący z Rosją, gdzie koszty transportu surowca powinny być mniejsze niźli choćby do Niemiec. 

„Gazprom” musi realizować politykę państwa, ale nie może też być deficytowy. Wszystko by się pewnie między nami ułożyło, gdyby Europejczycy (ci z Brukseli jak i ci z Warszawy, Wilna czy Berlina) zechcieli spojrzeć na Rosję przyjaźniej i przyjąć jednocześnie, płynące z Moskwy, kompromisowe projekty. 

Czy nie uważacie, że te „kompromisowe projekty” często brzmią jak dyktat jednej strony. I na pewno nie jest to dyktat europejski. 

Rosja, mój kraj, jest mocarstwem i powinna mieć możliwości realizować swoją politykę. 

Dziękuję za rozmowę!

Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 

Polska

Sejm RP: Masowe mordy popełnionie w latach 40. przez ukraińskich nacjonalistów nie zostały nazwane zgodnie z prawdą historyczną ludobójstwem (126)

11 lipca będzie Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej – to jeden z zapisów okolicznościowej uchwały, którą podjął dziś Sejm.

Magdalena Antosiewicz: Hejt jest domeną Polaków. W Europie tak nie hejtują (8)

Blogerka nie czyta komentarzy na swój temat. Twierdzi, że osobowość człowieka i to, co sobą reprezentuje, można ocenić dopiero po jego poznaniu. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że hejt jest wszechobecny, choć jej zdaniem w Polsce przybiera znacznie większe rozmiary niż w innych krajach Europy.

Milion aut na prąd w 10 lat to nieunikniona przyszłość

Milion samochodów elektrycznych w 10 lat to nieunikniona przyszłość. Oczywiście w warunkach europejskich jest to dużo łatwiejsze do zrobienia. W warunkach naszych krajowych będzie nieco trudniejsze, gdyż nie mamy jeszcze pełnej infrastruktury, chociaż ona się bardzo szybko już rozwija – mówi newsrm.tv Patryk Mikiciuk, dziennikarz i pasjonat motoryzacji, Team TOTAL.

Za obniżenie wieku emerytalnego zapłaci młode pokolenie

Obniżka wieku emerytalnego zgodnie z popartym przez rząd prezydenckim projektem bez warunku wypracowania stażu pracy oznacza koszty rządu 10–15 mld zł rocznie. Eksperci alarmują, że w dodatku będą one narastać, bo obywatele żyją coraz dłużej, emerytów będzie więc przybywać szybciej niż osób pracujących. A to musi oznaczać wyższe opodatkowanie przyszłych pokoleń – uważa Jakub Borowski z Crédit Agricole.

W kilku Diecezjach Polski dyspensa od piątkowego postu

Wszystkim przebywającym na terenie archidiecezji warszawskiej Kard. Kazimierz Nycz udzielił dyspensy od piątkowego postu. Racją dyspensy są Dni w Diecezjach przed Światowymi Dniami Młodzieży.
Facebook pl.DELFI.lt