Siostra Michaela Rak: Świętoszkowatym dzieckiem to ja nie byłam

Zanim trafiłam do hospicjum o bólu, cierpieniu i śmierci nie wiedziałam nic. Do dziś pamiętam śmierć pierwszej mojej pacjentki w hospicjum, opowiedziała PL DELFI siostra Michaela Rak ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego, które prowadzą w Wilnie hospicjum. Na hospicjum składają się nie tylko łóżka, ale również potężna infrastruktura.
Siostra Michaela Rak, fot. Marian Paluszkiewicz
Siostra Michaela Rak, fot. Marian Paluszkiewicz

Lekarze, pielęgniarki, wygodne pomieszczenia, w których chorzy mają się czuć niczym u siebie w domu. A to kosztuje, tłumaczy siostra Michaela.

Wszyscy znają siostrę jako - siostrę Michaelę, poważną przełożoną Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego, założycielkę pierwszego hospicjum na Litwie. Jednak, przecież tak było nie zawsze. Kiedyś, siostra była małą dziewczynką, chodziła do szkoły, odrabiała lekcje, a później jak wszystkie nastolatki zapewne marzyła o karierze, rodzinie i dzieciach...

Świętoszkowatym dzieckiem to ja nie byłam. Oj, nie byłam! Wolałam bawić się z chłopcami w piłkę niż z koleżankami w lalki. Uwielbiałam piłkę ręczną, rzucałam dyskiem. Ta ostatnia pasja skończyła się zresztą na tym, że uczestniczyłam w Mistrzostwach Europy dla juniorów w rzutach dyskiem. Kolejną moją pasją był taniec. Wręcz uwielbiałam tańczyć! Co do nauki, to jakichś większych trudności z tym nie miałam, za wiele nie rozrabiałam, tak więc wezwań na kilim do dyrektora nie miałam.

Po ukończeniu szkoły podstawowej pojawiła się myśl, że chciałabym zostać siostrą zakonną. Pojechałam więc do zgromadzania i... doszło do pewnego wydarzenia. Pamiętam, że stałam w korytarzu i rozmawiałam z młodszymi siostrami zakonnymi. W pewnym momencie minęła nas jakaś inna zakonnica, a moje rozmówczynie natychmiast uklękły. Gdy zakonnica odeszła spytałam „dlaczego klękacie”, odpowiedziały: „to była nasza matka przełożona”. Uniosłam się dumą i pobuntowałam. Jak to, mam klękać przed innym człowiekiem? Odeszłam z klasztoru zbulwersowana i zła. Postanowiłam kontynuować naukę w szkole, dostać się na uniwersytet, założyć rodzinę, mieć kochającego męża i dzieci. Jednak na przekor wszystkim tym planom zostałam zakonnicą.

Kobiety i mężczyźni z różnych powodów decydują się na to, aby wstąpić do zakonu. Jedni słyszą głos Chrystusa, innym ma to nakazywać serce. Tak czy siak w naszym społeczeństwie obojętnie czy na Litwie, czy też w Europie, tym którzy odchodzą do zakonu coraz częściej towarzyszy brak zrozumienia.

Przyznam, że nie byłam z Bogiem ani na fonii, ani na wizji. Po prostu w moim sercu coś się obudziło. Wewnętrzny żar, który wręcz zmusił zostać mnie siostrą zakonną. I to nie była żadna ucieczka, przed tymi czy innymi problemami życiowymi. W moim wypadku to było niczym zadanie - idź i pracuj. W pewnym sensie można to uznać za wyzwanie. Ogromne wyzwanie, któremu człowiek nie jest w stanie się przeciwstawić. Wyzwanie, którego nie da się nie podjąć. Co ciekawe wezwanie do pracy nie tylko dla innych, ale również dla siebie. Pracuję, żyję, pomagam innym, a jednocześnie staram się odnaleźć Boga w życiu.
Jeżeli ktoś odważa się twierdzić, że służba Bogu i ludziom jest niczym innym jak nienormalnością, to nie ma racji. Nie ma racji, ponieważ nie doświadczył tego co osądza.

W jaki sposób rodzina i bliscy odebrali to, że ich bliska osoba uparła się zostać siostrą zakonną?

W bagnety, przynajmniej początkowo, ale bardzo szybko się pogodzili z myślą, że najmłodsza uparła się zostać zakonnicą. Kiedy zdecydowałam się na życie zakonne, mama się popłakała, ale dała mi swoje błogosławieństwo. Zresztą, pamiętam z czasów dzieciństwa jak mama mówiła: „dziecko pamiętaj w życiu będziesz widzieć piękno i brzydotę, dobro i zło. Twórz piękno i dobro.” Przywołuję je w pamięci, w chwilach gdy czuję się samotna lub bezsilna i idę do przodu. Natomiast do Zgromadzenia wstąpiłam w 1984 roku. Osiem lat później złożyłam wieczyste śluby i już na zawsze zostałam siostrą zakonną.

Najpierw hospicjum w Polsce teraz tu na Litwie, w Wilnie. W każdym z nich siostra towarzyszyła ciężko chorym i umierającym. Coraz więcej śmierci i bólu. Czy siostra nie czuje się tym czasami zmęczona i nie chce wszystkiego rzucić?

Zanim trafiłam do hospicjum o bólu, cierpieniu i śmierci nie wiedziałam nic. Do dziś pamiętam śmierć pierwszej mojej pacjentki w hospicjum... Wówczas jeździłam do hospicjów w Polsce, aby zrozumieć i się nauczyć, tego jak mogę być pomocna. Każde spotkanie ze śmiercią, bólem, nauczyły mnie że człowiek umierając potrzebuje nawet nie słów. Człowiek potrzebuje ciepła i miłości. Wiem, że gdy jesteśmy cali i zdrowi odsuwamy od siebie myśl o śmierci jak najdalej. A jednak przecież jest ona nieodłączną towarzyszką życia.

Przy łóżku człowieka umierającego może być cisza... martwa cisza, tak że słychać śpiew ptaków, a jednocześnie może trwać niesamowity dialog. Dialog bądź z bliskimi osobami, bądź z personelem medycznym. Gdy już nie ma sił na słowa, rozmawiają dusze. O dziwo, chcemy czerpać życie z każdej chwili, a jednak najwięcej życia można się nauczyć przy umierających, gdy każda chwila jest ważna. Bardziej ważna niż wszystkie pieniądze świata. Właśnie dzięki pracy w hospicjum uświadomiłam sobie, że chcemy czy też nie - wszyscy jesteśmy w dłoniach Boga. I te dłonie, mimo że czasami nam się wydaje, iż zbyt mocno ściskają nas, tak naprawdę niosą spokój i miłość.

Natomiast co się tyczy mnie, siostry Michaeli, to nie zamierzam się z tym kryć... Tak czasami jestem bardzo zmęczona, wręcz przytłoczona pracą i obowiązkami, samotna. Ale przywołuję w pamięci opowieści mamy, z tych czasów gdy była ona więziona w nazistowskim obozie koncentracyjnym, z czasów gdy pracowała na robotach przymusowych niemal bez nadziei na przeżycie, a jednak przetrwała na przekór wszystkiemu i wówczas dostrzegam, że nie mogę się zatrzymać. Mam być tą Michaelą, jaką jestem. W życiu mam być tym człowiekiem, który pomaga chorym dojść do źródła, w którym czeka na nich uzdrowienie.

Brzmi to pięknie i szlachetnie, ale realizacja szlachetnych celów kosztuje więcej niż złych i nikczemnych. Budowa hospicjum w centrum litewskiej stolicy musiała także kosztować...

Tak. Koszta budowy wyniosły grubo ponad 3 miliony litów i trwały trzy lata. Wiem, że ludzie przyzwyczajeni do sensacji i skandali, gdy słyszą o takich sumach pieniężnych wydanych na budowę często zaczynają kombinować: „kto ile ukradł”. Chciałabym więc zaspokoić ciekawość - nikt niczego tu nie ukradł. Wręcz przeciwnie, każdy lit wydany na budowę hospicjum jest cząstką ludzkich serc. Brzmi to być może pompatycznie, ale tak już jest. Każdy komu nie jest obojętne miłosierdzie przychodził i pomagał, inni przynosili pieniądze... Jednym z najhojniejszych ofiarodawców jest Val Colnon, prezes Fundacji Miłosierdzia z Irlandii. Fundacja przeznaczyła na budowę wileńskiego hospicjum prawie 2 miliony litów. Ktoś może zarzucić, trzy miliony litów, a hospicjum będzie mieściło zaledwie 16 osób, na co poszły te pieniądze?! Może na złote łóżka? Przecież na te pieniądze można by było wybudować jeszcze jeden szpital na obrzeżach miasta... Odpowiem, że taka osoba nigdy raczej nie miała do czynienia z hospicjum. Na hospicjum składają się nie tylko łóżka, ale również potężna infrastruktura. Lekarze, pielęgniarki, wygodne pomieszczenia, w których chorzy mają się czuć niczym u siebie w domu. A to kosztuje...

Skoro kosztuje, to chyba usługi hospicjum będą płatne? Koszta budowy przecież muszą się zwrócić?

Koszta budowy hospicjum wcale nie muszą się zwrócić. Pacjenci będą leczeni nieodpłatnie. Zresztą uważam, że płatne hospicjum jest wypaczeniem idei tej placówki. Od samego początku hospicja miały być nieodpłatne. Moim zdaniem pobyt w nich jest pewną formą wdzięczności społeczeństwa wobec chorych ludzi. Wdzięczności za wszystkie lata ich życia, pracy na rzecz społeczeństwa i tych podatków, które chcąc nie chcąc każdego roku płacili. Chciałabym, także zaznaczyć że hospicja z zasady nie mogą w niczym przypominać swym pacjentom sterylnych i pozbawionych życia korytarzy szpitali. Jest to jednym z powodów dlaczego są budowane na niewielką liczbę osób. Czym jest hospicjum? Jest ideą, domem, twarzą pełną człowieczeństwa, a nie wykrzywioną w grymasie maską społeczeństwa.

W jaki sposób siostra trafiła tu do Wilna, skoro ostatnim miejscem pracy siostry był Gorzów Wielkopolski?

Trafiłam najbardziej bezpośrednio jak tylko mogłam - autokarem. Zresztą, wcale mi się do Wilna jechać nie chciało. Pracowałam wówczas w założonym przeze mnie hospicjum w Gorzowie. Kochałam i kocham dotychczas to miasto, jego mieszkańców i hospicjum. Gdyby przełożeni nie zdecydowali, że mam się udać do Wilna zapewne dotychczas bym pracowała w Gorzowie. Jednak, gdy przyjechałam do Wilna zrozumiałam, że pokocham to miasto jak pokochałam Gorzów. Zrozumiałam, że mieszkańcy Wilna potrzebują takiej placówki jak hospicjum. Więc jestem tu.

Hospicjum już jest i siostra może spocząć na laurach, chyba że znów siostra coś planuje...

Co się tyczy planów to chciałabym, aby coraz więcej ludzi mogło powiedzieć „nasze hospicjum”. Chciałabym, aby to miejsce było oazą spokoju i domem, w którym na bezpieczną przystań może liczyć każdy strudzony człowiek.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas

Litwa

Restart stosunków polsko-litewskich, nie będzie funduszu na rozwój Wileńszczyzny, zmarł Jan Mincewicz, Kolędy w karaoke, Polska na Międzynarodowym Charytatywnym Kiermaszu Świątecznym, spektakl „Oskar i Pani Róża (8)

W programie nowego rządu znalzło się miejsce na naprawę stosunków z Polską, minister spraw zagranicznych Litwy Linas Linkevičius na spotkaniu ministrów MSZ NATO w Brukseli zaprosił ministra MSZ RP Witolda Waszczykowskiego do Wilna, kolędy w karaoke, Polska na Międzynarodowym Charytatywnym Kiermaszu Świątecznym, spektakl „Oskar i Pani Róża.

Grupa parlamentarna "3 Maja" na rzecz Wileńszczyzny, „Popołudnie przyjaźni narodów", wystawa „Papież wolności", Steczkowska i Tchakounte w Wilnie, Festiwal Poezji Słowiańskiej

W Sejmie RL powołano grupę parlamentarną "3 Maja", której zadaniem będzie opracowanie długoterminowej strategii politycznej dotyczącej wspólnot narodowych na Litwie, nauczyciel i działacz społeczny Žilvinas Radavičius zaprosił na tradycyjne „Popołudnie przyjaźni narodów", wystawa „Papież wolności", koncert Justyny Steczkowskiej, koncert króla bluesa Rolanda Tchakounte, Festiwal Poezji Słowiańskiej.

Kolejna propozycja ws. oryginalnej pisowni nazwisk, harcerze na rzecz hospicjum zebrali ponad 10 tys. euro, dyskusja nt. polityki pamięci oraz wadliwych kodów pamięci, retrospektywa filmów Andrzeja Wajdy (30)

Kolejna propozycja ws. oryginalnej pisowni nazwisk, harcerze na rzecz hospicjum zebrali ponad 10 tys. euro, dyskusja nt. polityki pamięci oraz wadliwych kodów pamięci, retrospektywa filmów Andrzeja Wajdy w Wilnie i Kownie, zarząd Fundacji „Dom Kultury Polskiej w Nowych Święcianach” ogłasza postępowanie kwalifikacyjne na stanowisko Dyrektora Domu Kultury Polskiej w Nowych Święcianach na Litwie.

Kandydat na premiera zrestartuje stosunki z Polską, kolejna dwujęzyczna tabliczka, kwesta "Wileńszczyzna Rossie” - wyniki, "Drzewo nadziei" - harcerze na rzecz Hospicjum, koncerty, imprezy (25)

Kandydat na premiera Litwy Saulius Skvernelis zamierza przyśpieszyć i zrestartować stosunki z Polską, dwujęzyczna tabliczka w Wilnie - Latviešu iela, kwesta "Wileńszczyzna Rossie” - zebrano 4957,64 euro i 188,15 złotych, Wieczór piosenki biesiadnej, koncert charytatywny „Drzewo Nadziei” na rzecz Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki w Wilnie, koncert z okazji 20-lecia Instytutu Polskiego w Wilnie, Polscy artyści na XVI Wileńskim Triennale Malarstwa „Obrazy nomadyczne“.

Święto Niepodległości Polski, nowy bolid litewsko-polskiej ekipy, Harward przyjął absolwenta polskiej szkoły w Wilnie, zniknęła tabliczka z polską nazwą ulicy (2)

Święto Niepodległości Polski, litewsko-polska ekipa zaprezentowała nowy bolid na Dakar 2017, Harward przyjął absolwenta polskiej szkoły w Wilnie, zniknęła tabliczka z polską nazwą ulicy, Pałac Balińskich w Jaszunach zaprasza na koncert muzyki czasów Wiliama Szekspira.
Facebook pl.DELFI.lt